| Spis treści |
|---|
| Artyzm i nauka |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Page 4 |
| Wszystkie strony |
„Między Polakami widać coś na kształt cywilizacyjnego cofnięcia się — pisze p. B. Prus w ostatniej swej kronice. — Przed kilkunastu [?] laty ten nadzwyczajnie poetyczny naród począł okazywać zajęcie się filozofią, naukami przyrodniczymi i w ogóle poważniejszymi procesami myślenia. Tymczasem dziś cała powaga wzięła w łeb. Ludzie znowu rzucili się do muzyki i do bardzo niezrozumiałej poezji, a odwrócili się od kwestyj pouczających. Teatry są pełne, na koncerty tłoczą się jak na odpust do cudownego miejsca, ale za to sale odczytowe są tak puste, że można by w nich urządzać gonitwy na łyżwach zaopatrzonych kółkami."
Uwaga ta nie jest wyrazem fejletonowego żartu, lecz stwierdza fakt istotny i godny głębszego zastanowienia niż żywe portrety w Dolinie Szwajcarskiej. Jest ona o tyle jedynie mylną, że zaznacza niekorzystną różnicę porównaniem doby obecnej z przed kilkunastu laty. Właściwie bowiem wielkie ożywienie naukowe objawiło się u nas na początku ósmego dziesiątka lat ostatnich, mianowicie wtedy, kiedy „pozytywiści warszawscy" w „młodej prasie" popełniali najcięższe swoje zbrodnie: „znieprawiali myśl ogółu, wydzierali mu to, co miał najświętszego", upodlali ludzi, „wyprowadzając ich rodziców od małp", podkładali serca pod „szkiełka pseudomędrców", słowem, gubili społeczeństwo w życiu doczesnym i wiecznym. Była to epoka bardzo dziwna. Dzieła naukowe, nieraz całkiem specjalne (jak np. Listy o fizjologii K. Vogta, Dzieje utworzenia się przyrody Haeckla 3 itp.), rozkupywano w przeciągu roku, a nie tylko kupowano je, ale czytano, i nie tylko czytali je ludzie starsi, ale studenci i młode panienki. Każda nowa teoria naukowa była natychmiast za pomocą kilku pism popularyzowaną i stanowiła taki przedmiot rozmów towarzyskich, jak dziś Confetti lub genealogia Rulera. Bilety na odczyty publiczne rozchwytywano, cyrk przy ulicy Włodzimierskiej nie mógł pomieścić słuchaczów szeregu dziesięciogroszowych wykładów dla rzemieślników.




