| Spis treści |
|---|
| Histeria sztuki |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Wszystkie strony |
Przypatrując się tym krzykliwie skłóconym barwom, tym twarzom chorym lub wyszarzanym, tym oczom zgasłym i smutnym, tym kształtom chudym i kalekim, tym konturom rozlewnym, bryłom płakim, skórom bladym, spostrzegamy w ich wspólnym mianowniku chorobliwość, zmęczenie i gust do brzydoty. Nigdzie zdrowia, nigdzie energii, nigdzie piękna. Od Apollina i Afrodyty artysta odwraca się z niesmakiem, natomiast rozkoszuje się satyrem i wiedźmą. Ci, którzy czują wstręt do wina i mleka, a chciwie piją absynt i naftę, ci, których dławi świeże powietrze szczytów, a mile odurzają duszące wyziewy błotnych nizin, ci, dla których miłość jest rozpustą, rozkosz — przesytem, a wesele — orgią, ci, którzy palą opium, wstrzykują sobie morfinę, wąchają paczulę, w roznamiętnieniu rozpruwają kobiety, są oblubieńcami muz tej sztuki. Ale czy można przypuścić, że pewnego dnia, bez głębokich przyczyn, ni stąd, ni zowąd, artyści zaczęli mazać bezmyślnie pędzlem po płótnie, umieszczać na nim źle rysowane i niedbale malowane potwory, istoty szpetne, zwyrodniałe i chorobliwe? Byłoby to równie niedorzecznym, jak przypuszczenie, że histe-ryczka, będąc przedtem zdrową, postanowiła pić ocet, mieć napady nerwowe, bóle głowy, drgawki, guzy i znieczulenia. Sztuka obecna jest niewątpliwą histeryczką, ale do tego stanu doprowadziło ją życie. Rzeźbiarze, malarze, poeci wzięli od swoich społeczeństw straszne zdenerwowanie, rozstrój umysłowy, przewlekłe cierpienia duszy, nieprawidłowe ruchy serca, bezsenność w nocy, przywidzenia na jawie, zamiłowanie w podnietach ostrych, w brzydocie, marach i tajemniczości. Nie lubią pełnego słońca, pięknych kształtów, objawów zdrowia i siły, toną w zmierzchu, ścigają upiory i stwarzają świat halucynacji. Patrząc na ich twory, ubolewać należy nie tyle nad upadkiem sztuki, która znowu się dźwignie, ile nad osłabieniem energii życia tego-czesnych pokoleń w ogóle. Jakże smutną, nieszczęśliwą i chorą czuć się musi ludzkość, która wydaje takich artystów i ogląda bez bólu takie ich dzieła! Jakże ona byłaby przerażona swym stanem, gdyby się zastanowiła nad swym gustem! W złudzeniu sądzi ona, że można mieć potargane wszystkie nerwy i że można nosić w swym łonie wszystkie choroby społeczne, że można doprowadzić organizm do ciągłego drżenia lub zupełnej niemocy, a jednak pomimo to spokojnie myśleć i dzielnie tworzyć. Bynajmniej. Odkąd Nabuchodonozor zaczął chodzić na czworakach, jeść trawę i udawać bydlę, nie umiał jużw żadnym względzie być człowiekiem. Jeżeli więc ludzkość naśladuje Nabuchodonozora, każdy jej organ jest dotknięty tą przemianą. Człowiek bredzący w malignie ma popsutą nie tylko zdolność myślenia — on jest w ogóle chory. Toteż komentarzów do obecnych płodów artyzmu szukajmy nie w dziejach sztuki i nie w estetyce, lecz w socjologii.





