| Spis treści |
|---|
| Klemens Junosza-Szawański |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Wszystkie strony |
We wtorek zmarł niespodziewanie pisarz, który posiadał swoje własne miejsce w literaturze i nie siedział u nikogo na komornem. A niewielu jest takich! Niewielu autorów poznałby najwprawniejszy krytyk,przeczytawszy ich utwory bez okładki tytułowej. Junosza zdradzał się od razu swoim szczerym, pogodnym humorem, gorącym umiłowaniem wszystkich ludzi, których pot pracowitych rąk wsiąkał w ziemię ojczystą, nade wszystko zaś przepysznym malowaniem Żydów. Zdaje się, że w tej ostatniej sztuce nie dorównał mu żaden powieściopisarz polski, stanowi też ona główny dowód jego talentu i główny tytuł jego rozgłosu.
Junosza przypominał pod tym względem Brandta: jak ten może malować ładne obrazy rozmaitej treści, ale wtedy dopiero okaże swą siłę, gdy przedstawi Kozaka, tak on umiał tworzyć zajmujące opowiadania, ale wtedy dopiero był znakomitym artystą, kiedy wprowadził Żyda. Jego zaś Żyd był to zwykle albo nędzarz karmiący się cebulą i daremnie usiłujący wygrzebać się z życiowego błota, albo niezmordowany spekulant, pragnący każdą sposobność przekuć na pieniądz, albo lichwiarz — „pająk" łapiący w swą sieć nieopatrzne muchy i wysysający z nich ostatnie krople krwi, słowem, niszczący, nieprodukcyjny pasożyt. W tym ostatnim wyrazie zawiera się cała filozofia społeczna humoru Junoszy odnośnie Żydów. Nie był on wyznaniowym lub rasowym antysemitą , ale ukazywał najrozmaitsze odmiany typu, który nie chce pracować, bo jest do ciężkiej roboty „za delikatny", a „żyć potrzebuje", więc wgryza się i wpija w pracę cudzą, toczy ją jak robak i rozkłada jak bakteria. Muza Szaniawskiego to nie zła lub wściekła antysemicka suka, która szczeka, wyje, kąsa, rozdziera każdego Żyda lub po prostu każdego człowieka, przechodzącego drogą, a nie należącego do jej gospodarstwa, ale smutnie uśmiechnięta patronka wyzyskiwanej pracy ludzkiej.




