| Spis treści |
|---|
| My i wy |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Page 4 |
| Page 5 |
| Page 6 |
| Wszystkie strony |
„Potop!" — wykrzykuje z pełnych piersi kronikarz „Tygodnika Ilustrowanego".
„Baczność!" — woła autor Pokłosia." „Gore!" — ostrzega ktoś inny.
Jest więc coś, co trwoży falangę literacką. „Idą ławą — mówi pierwszy z tych pisarzów — i plwają na wszystko, nie uznają nic, co było przedtem i co jest poza nimi."
„Energia skandalu robi coraz śmielsze wyłomy w literaturze" — mówi drugi.5 „I nie umieją gramatyki" — ze zgrozą dodaje trzeci.6To coś, to straszydło, ta ława groźna, mająca zatrwożyć i zohydzić obecny literacki okres w oczach potomnych, to jesteśmy my, młoda drużyna pisarzów. Teraz więc właśnie jest czas, gdy nas wskazano palcem, określić nasze stanowisko, zdefiniować cel walki, którą pismo nasze wytrwale i ciągle prowadzi, lekceważąc sympatie sąsiadów i... rzekomych powag. Dopóki gniew pokrzywdzonych objawiał się bojaźliwymi strzałami zza węgła, dopóty niewart był ze strony naszej pilniejszej uwagi, ale gdy dziś tenże sam gniew wyraża się coraz częściej pojawiającymi się, choć równie tajemnymi skargami, zasługuje na uwzględnienie. Nie słuszność tych żalów, nie poczucie własnej winy skłania nas do tych tłumaczeń, ale objaśnienie faktu wywołanego przez nas, faktu, który bądź co bądź nie jest bez znaczenia.





