Strona 1 z 6
Człowiek jest celą więzienną dla wielu różnorodnych istot, które ciągle z sobą się kłócą i wzajem nienawidzą za to, że żyć łącznie muszą. Dziś nazywa się to bogactwem natury ludzkiej, kiedyś prawdopodobnie nazywać się będzie jej niedoskonałością. Bo niewątpliwie ujednostkowiamy się.
Jeżeli Chmielowski był również taką kolonią albo raczej przymusową spółką różnych ludzi, to niewielu, a i ci ulegali jednemu, który nad nimi panował ogromnym rozumem, ogromną wolą i ogromną prawością. Że w tym małym i wątłym ciele urośnie jakiś ogrom ducha, można było dostrzec wcześnie. Po raz pierwszy padła na niego moja uwaga w Szkole Głównej, gdy podczas godzin wolnych między prelekcjami zamykał się w pustych audytoriach z pewnym kolegą. Co oni tam robili? Wreszcie przekonałem się: czytali głośno klasyczne utwory łacińskie. Bo Chmielowski nie chciał zmarnować ani chwili na włóczęgę po mieście, na wycieranie kątów knajpy, na pustą gadaninę. Był już wtedy i pozostał do końca życia zdumiewającym skąpcem czasu i równie zdumiewającym rozrzutnikiem swych sił.