| Spis treści |
|---|
| Pleśń społeczna i literacka |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Wszystkie strony |
Gdyby mnie się spytał jaki cudzoziemiec o zdanie co do stopnia rozwoju umysłowego naszego społeczeństwa i jego skłonności postępowych, znalazłbym się' w prawdziwym kłopocie, co mu na to odpowiedzieć. Uczucie sprawiedliwości rozciągnięte do ogółu kazałoby go sądzić ujemnie, ale toż samo znowu uczucie sprawiedliwości zmuszałoby zachować dla pewnych szczegółowych faktów sąd dodatni. Rzeczywiście istnieje u nas obok siebie i jedno, i drugie, w najskrajniej-szych formach: kręgi jaskrawego światła dotykają krawędzi grubego cienia. Postęp — mówią jedni za przykładem ucywilizowanych milionów — to jedyny wszechmocny, wszechuznany, wszechwładny motor, to jedyna potężna siła, która kierować naszym życiem jest godną i zdolną.
Dla większości tenże sam postęp jest ohydnym widmem, rozsiewającym naokoło siebie śmierć i zniszczenie, strasznym cieniem Tułacza , wyciskającym stopami swoimi ślady morderczej zarazy, nielitościwym duchem Banka, przerażającym wesołych biesiadników, zgromadzonych za stołem uciesznej głupoty. Ileż zażegnań wynaleziono dla odstraszenia tego nieszczęsnego widma. Matki łzami wypraszają u swoich synów i córek zrzeczenia się przekonań postępowych; ciocie oblegają niebo modłami, wysyłając coraz nowe transporty antyfon i nowenn. Zdawałoby się, że do tak osłonionych głów, w których przed każdą zdrowszą myślą pozatykano wszelkie otwory, żadne świeższe przekonanie przystępu nie znajdzie. Dzieje się jednak inaczej. Nie widzimy jeszcze wprawdzie zwycięskiego sztandaru postępu, zatkniętego na ruinie rozpadających się w gruzy przesądów, ale wiemy już, że wkradł się nie poznany do nas, że idea postępu działa w naszym ogóle. Wiara, że on we wszystkich swych kierunkach musi ulegać prawom rozwoju, jest od niego jeszcze daleką. Pomimo jednak silnego uporu, z jakim społeczeństwo nasze odtrąca rezultaty naukowego postępu, jest on tak silnym, że włamuje się w najbardziej tępe umysły, podkrada się pod najbardziej czujne uprzedzenia, „zaraża", mówiąc językiem kaznodziejskim, „najpobożniejsze dusze". Ziarno nasienia jodły, zarzucone wiatrem na wierzchołek stromej skały lub na szczyt niebotycznej wieży i rozrastające się na twardym kamieniu w bujny krzew, może tylko iść w porównanie z losami ziarn nauki, kiełkujących tu i owdzie na kamienistym gruncie naszego społeczeństwa. Rzeczywiście trudno czasem sobie wytłumaczyć, skąd ta lub owa myśl, to lub inne śmiałe przekonanie przyjęło się w ciasnej głowie jakiegoś indywiduum. Znam jedną kobietę, która nigdy nie wyjeżdża w poniedziałek, nie zaczyna roboty w piątek, za zającem spotkanym na drodze rzuca szpilkę, a jest na wskroś bajronistką. Znam drugą, bardzo pobożną i jednocześnie gorliwą zwolenniczkę Buckla w zaprzeczeniu moralnego rządu świata.3 A ileż razy zdarzyło się każdemu usłyszeć z ust naiwnej pensjonarki słowo, które by wywołało uśmiech zadowolenia na twarzy największego sceptyka? Jakże teraz pogodzić te wszystkie sprzeczności, to połączenie przesądu z nauką, ślepego przywiązania do najniedorzecz-niejszych zasad z zapamiętałym uwielbieniem nowych? Pogodzić te kontrasty jest niepodobieństwem; postarajmy się jednak ich zagadkowe istnienie obok siebie wytłumaczyć. Postarajmy się podłożyć właściwe znaczenie pod ten niejasny wyraz fizjognomii naszego społeczeństwa, objaśnić tę niesforną i nie podciągniętą pod żadne stałe formy mozaikę. Powiedziałem wyżej, że wiara w postęp jest u nas pewnym tajemnym przekonaniem, przekonaniem, które co chwilę daje znaki życia, a rzadko kiedy jawnie dowodzi swego istnienia. Zaledwie ze słabych, nieopatrznie z ust wybiegających wyrazów możemy się domyślić, że społeczeństwo, pomimo wstecznych swych dążeń, pomimo gwałtownego oporu każdej nowej prawdzie, nie wyrzekło się jeszcze warunków prawdziwego duchowego rozwoju.





