Pozornie zdawać by się mogło, że poetę nowszych czasów oddziela od człowieka pierwotnego, dzikiego, cały ten olbrzymi łańcuch, który wieki zogniwiły z postępów cywilizacji, że gdy pierwszy stoi na początku rozwoju ludzkiego, drugi — na końcu. Bliższe jednak zbadanie tego stosunku przekonywa, że w nim nie tylko nie mieści się tak wielka odległość, ale nawet istnieje dość bliskie sąsiedztwo. Chociaż sprawa ta — o ile mi wiadomo — nie była przez nikogo rozpoznawana osobno i szczegółowo, potrąciło o nią przelotnymi uwagami kilku etnologów, lingwistów i historyków literatury. „Sztuka poetycka — mówi E. Tylor — polega w znacznej mierze na naśladowaniu wyrażeń z dawnych stopni kultury, kiedy poezja była naturalnym objawem jakiegoś silnego wzruszenia, naturalnym wyrażeniem jakiejś uroczystej odezwy lub tradycji przodków."
„Poeta dzisiejszy — czytamy w innym dziele tegoż badacza — ma jeszcze wiele wspólnego z plemionami nie ucywilizowanymi, pozostającymi na mitologicznym szczeblu myślenia. Fantazje dzikiego mogą być ograniczone, surowe i wstrętne, podczas gdy bardziej świadome pomysły poety występują w postaciach świeżej piękności artystycznej, ale oba [?] wierzą w rzeczywistość swoich wyobrażeń, które oświata nowożytna na szczęście czy nieszczęście tak potężnie zniweczyła. Od początku do końca działają tu procesy wyobraźni, tylko gdzie dziki spostrzega widziadła [phantasms], tam ucywilizowany lubuje się urojeniami [fancies]."





