| Spis treści |
|---|
| Recenzja powiastki |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Wszystkie strony |
Kto tylko porówna powieść obcą, szczególniej francuską, i naszą, ten koniecznie musi dojść w swym sądzie do rezultatów dodatnich dla pierwszej, ujemnych dla drugiej. Sąd taki pomimo całej swej sprawiedliwości nie przestaje być względnym. Przestańmy bowiem widzieć w kolebce i pieluchach wielkich poetów, przestańmy wierzyć w ich pythyjskie natchnienia, a zacznijmy wyznawać, że społeczeństwo wyrabia talenta, że udziela im życia tyle tylko, ile go samo posiada, że również to społeczeństwo samo jedynie może dać materiał sztuce, przypatrzmy się więc, mówię, tym prawdom, a znajdziemy klucz rozwiązujący zagadkę.
Wtenczas to przekonamy się, że jeżeli powieść francuska błyszczy zawsze świetnością talentu, porywa bystrym potokiem akcji, zadziwia bogactwem i rozmaitością osnowy, zdumiewa głębokością myśli — to jest to powieść narodu, który przebiegł wszystkie koleje, przeżył wszystkie formy istnienia. Czyż my możemy płacić ten sam dług sztuce, nie mając ani jednej milionowej części takiego kapitału? Naturalnie, że nie, a więc nie oskarżajmy zbytecznie powieściopisarzy za to, że utwory ich są blade i martwe. Społeczeństwo nie może im dać wielkich sił, a oprócz tego każe im czerpać z pustki. Nie unośmy się jednak zbytecznie względami miłosierdzia, nie logika, a fakta przekonywają nas, że są ludzie, którzy mają siłę i przedmiot do napisania pięknego utworu. Do takich ludzi między innymi należy p. Jeż, do takich utworów jego powiastka Opowiadanie Stasia. Posłuchajmy go: Staś był młodzieńcem, którego przemijające lata nie uwalniały od tej dziecinnej nazwy. Pieszczony przez rodziców, zleniwiony przez życie wolne od trosk, nadpsuty przez życie czepiające się błahych lub szpetnych celów, przy tym z natury miękki i ulegający wszelkim wpływom, stał się powolnym narzędziem w rękach pseudokapitana Jaksy-Jaksińskiego, starego awanturnika i próżniaka, który nim jak piłką rzucał na wszystkie strony.




