| Spis treści |
|---|
| Sen prasy naszej |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Page 4 |
| Page 5 |
| Page 6 |
| Wszystkie strony |
Pewien król — tak opowiada anegdota — wysłał swego sługę z rozkazem w bardzo odległe miejsce. Ażeby jak najprędzej spełnić polecenie pana, sługa jechał bez przerwy dniem i nocą, drzemiąc tylko na bryce w krótkich chwilach, kiedy mu przeprzęgano konie pocztowe, i budząc się natychmiast, gdy były do ruszenia gotowe. Po dziesięciu dniach podróży wrócił i stanął w przedpokoju monarchy, który kazał go przywołać. Daremnie jednak dyżurny generał usiłował go otrzeźwić: znużony posłaniec, stojąc i trzymając w zaciśniętej ręce list, spał snem kamiennym. Nie pomogły wszelkie targania i krzyki. Wyczerpawszy najenergiczniejsze środki, generał udał się do czekającego króla i oznajmił mu bezskuteczność swych usiłowań.
— Ja go obudzę — rzekł król z uśmiechem i wszedł do przedpokoju.
— Konie zaprzężone!
Posłaniec drgnął, otworzył oczy i z całą przytomnością podał list. Prasa nasza, zwykle drzemiąca, przybywając do swych czytelników z wiadomościami w lecie, zasypia tak twardo, że najsilniejsze wstrząśnienia nie zdołają jej ocucić. W roku bieżącym sen jej szczególnie był mocny. Daremnie nią wstrząsano.





