| Spis treści |
|---|
| Smutna literatura |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Page 4 |
| Page 5 |
| Page 6 |
| Wszystkie strony |
Stary a często wszczynany spór o to, czy sztuka ma własne swoje cele, czy też służy zewnętrznym, czy ona istnieje dla siebie, czy dla przyczepianych do niej dążeń, zwykle rozstrzygany bywa sposobem praktyczno-polubownym; sędziowie mówią do powaśnionych stron: wy twórzcie sztukę dla sztuki, a wy dla tendencji. Pomimo że taka gospodarska rada niewątpliwie najskuteczniej uśmierza chwilowo kłótnie, nie zapobiega wszakże ich wznawianiu. Każdy bowiem czuje lub rozumie, że nie ma dwu sztuk, tylko jedna i że istota jej powinna być jasno określoną. Nie kuszę się o rozcięcie tego węzła, na którym prawdopodobnie długo jeszcze tępić się będą ostre miecze, ale pragnę zwrócić uwagę na jeden jego splot, który obwija i ściska inne. Uprzedzam przy tym, że będę miał na myśli wyłącznie sztukę w literaturze, gdyż ona jest najwierniejszym zwierciadłem współczesnych stanów i nastrojów życia.
Quetelet usiłował dowieść, że wola jednostek uwarunkowana jest pewnymi koniecznościami społecznymi, nadającymi jej kierunek, i że poznawszy te „prawa", odbijające się szczególnie w statystyce, można dość ściśle przepowiedzieć ilość i jakość objawów, np. liczbę małżeństw i samobójstw. Szczerze mówiąc, nikt takich praw nie zbadał i nikt takich przepowiedni nie zrobił, a w zdaniu Queteleta tkwi co najmniej tyle przechwałki, ile prawdy. Ale prawda w nim jest. Mianowicie przyznać trzeba, że każdy człowiek, mimo swej złudnej swobody, jest zależnym od natury otoczenia społecznego nie tylko w swej woli, ale nawet w tych dziedzinach życia, które pozornie nie podlegają żadnym ograniczeniom — w rozumie i wyobraźni. Nam się zdaje, że możemy tak chcieć, tak myśleć, a przede wszystkim tak rozbujać imaginację, jak się komu podoba. Jest to złudzenie. Tak bowiem chcemy, myślimy i marzymy tylko w danym miejscu i czasie; znalazłszy się gdzie indziej i kiedy indziej, nasza wola, rozum i wyobraźnia szłyby innymi szlakami. Z otoczeniem społecznym wiążą nas niezliczone i zwykle niedostrzegalne nici, które określają kierunek ruchom duszy naszej. Locke twierdził, że nie ma nic w umyśle ludzkim, co by nie przeszło przez zmysły. Zdanie to, pojęte z zastrzeżeniem, którym je opatrzyła późniejsza psychologia, wyraża istotny stosunek naszych władz duchowych do warunków życia. Każdy z nas, a więc również artysta lub myśliciel, jest rodzajem fonografu, który utrwala przenikające do jego wnętrza głosy życia i odtwarza je pod działaniem przyczyn wprawiających w drganie jego duszę.




