| Spis treści |
|---|
| Wszechwładz powieści |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Wszystkie strony |
Trudno byłoby dziś znaleźć u nas kogoś z inteligencji, kto by nie czytał powieści. Nawet istoty najbezmyślniejsze w całym układzie biologicznym, których dusze zaspokajają swój głód tylko wiadomościami kalotechnicznymi, nawet malowane, półobnażone, o tokach cietrzewio-wych marzące, modne kobiety spożywają ogromną ilość tej literatury. To spożycie nie zamyka się w granicach inteligencji. Jeżeli nasz lud wiejski i miejski coś czyta chętnie, to wyłącznie powieści. Sienkiewicz jest żywicielem duchowym wielomilionowej masy i niekiedy żywicielem jedynym. Zdarzają się wyrobnicy i gospodarze wiejscy, którzy znają jego utwory szczegółowiej niż najdokładniejszy historyk literatury, a niektórzy są przekonani, że znajomość Trylogii Sienkiewiczowskiej jest warunkiem złożenia egzaminu w każdej szkole, nawet technicznej.
Powieść godzi się z najpoważniejszymi i najbardziej oddalonymi od niej badaniami naukowymi. Zdawałoby się, że uczony tego ta przyjemność da mu w skutku stratę, upodlenie albo chorobę, ale na chwilę go rozwesela, upaja lub podrażnia. Lubi przy tym nowość. Podryguje w tańcu murzyńskim, słucha dzikiej muzyki, od której uszy puchną, nie dlatego ażeby doznawał rozkoszy, ale dlatego że kosztuje czegoś nowego. Na tysiąc kobiet nawet jedna nie zastanawia się nad tym, czy suknia jest ładna, poprzestaje na tym, że jest modna; jutro, gdy świeże żurnale przyniosą inny krój, z głębokim przekonaniem uzna ją za obrzydliwą. Jak w sferze mody, tak w sferze literatury i sztuki rządzi gustami to bezmyślne i bezkrytyczne pragnienie nowości. Na tej powszechnej potrzebie opierają swoje spekulacje zręczni fabrykanci wyrobów „ostatniego krzyku". Jeden wymyśli malowanie obrazów kwadratami; drugi jako najdoskonalszy wykwit poezji uzna wiersze mocno brzmiące, ale pozbawione sensu; trzeci — muzykę złożoną z samych zgrzytów i rozdźwięków itd.




