| Spis treści |
|---|
| Wszechwładz powieści |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Wszystkie strony |
Na rynek księgarski, zapchany taką tanią, tandetną, błyszczącą galanterią powieściową, rzucono pełne wydanie utworów M. Rodzicwczówny3. Trzeba było do tego dużej odwagi i wiary, że pstrokate, z jaskrawych wykrawków życia, a raczej z wycinków prasy skanda-lowej zszyte opowieści nie zaspokajają uczuciowych potrzeb szlachty duchowej społeczeństwa, pragnącej głębokich i czystych wzruszeń, pokazu charakterów silnych i moralnie dostojnych, oddychających górną, bezbakteryjną atmosferą pragnień i dążeń, prześwietlonych promieniami ideałów, i że to daje czytelnikom Rodziewiczówna. Od pewnego czasu stała się ona przysłowiowym przeżytkiem dla ćwierć-główkowych kpiarzów, dla których talenty literackie są jak bedłki starzejące się szybko, które warto w przejściu kopnąć nogą. Rodziewiczówna to prośnianka, wreszcie pieczarka, która może kiedyś smakowała, ale dziś robaczywa! Tymczasem ta Rodziewiczówna to dusza twórcza, bogata, zdrowa, ciągle żywa, kwitnąca oryginalnymi i pięknymi barwami. Nie ma w niej ani odrobiny cuchnących i drażniących mętów miejsca i czasu, nie ma kuglarskich sztuczek, sprawiających czytelnikowi niespodzianki. Jej powieść to nie kryjówka nożowców, nie biuro policyjne z zagadkową zbrodnią, nie sala dancingu, w której przy kociej muzyce odbywa się tokowanie cietrzewi i tarło ryb. Jej powieść to czysta, jasna, ciepła świetlica, w której rozumna, dobra i dowcipna kobieta opowiada dzieje prawdziwych bohaterów życia, jak diamenty twardych i kryształowych, charakterów bujnych i silnych, którymi burza losu targa, ale złamać ich nie może. Nie ma między nimi karykatur Hamleta, Don Juana lub Fausta ani wielkanocnych baranków maślanych, topniejących w tyglach życia, ani wycieńczonych rozpustą tabetyków, paralityków z rozrzedzonym mózgiem ani wystrojonych i wymalowanych samic, monarchów w królestwie zbytku, próżniactwa, opiumu, gry hazardowej, zimnych ogniów i spekulujących namiętności, w ogóle tego wszystkiego, co stanowi uper-fumowaną padlinę życia. Cała galeria postaci Rodziewiczówny to natury zdrowe, atletyczne, dęby z korą szorstką, ale z rdzeniem nadzwyczajnie twardym, z których życie może wyciosywać podwaliny i kolumny rodzinne i społeczne. Spod jej niewieściego pióra nie wychodzi nic zniewieściałego, wszystkie stwarzane przez nią dusze są tęgie, niełamliwe, w najlepszym tego słowa znaczeniu męskie, prawie legendowo wielkie. Nieznajomość powieści Rodziewiczówny jest dla starszych pokoleń grzechem, dla młodszych ogromną szkodą. Czytajcieje, a niewątpliwie doznacie tak głębokich wzruszeń, jakich wam nie dadzą najbardziej reklamowane i najliczniej rozprzedawane fabrykaty nowe. Te często wysączą wam z ust ślinę, tamte również często z oczu łzy.





