| Spis treści |
|---|
| Znaczenie ostatniej fali |
| Page 2 |
| Page 3 |
| Page 4 |
| Wszystkie strony |
Patrząc na ciągły przybór bezsensu, zalewającego z wielkim szumem naszą literaturę, ludzie przerażeni załamują rozpaczliwie ręce, bo zdaje im się, że ta powódź zniszczy ją zupełnie. Rzeczywiście widok jest niezwykły. Dotychczas bowiem we wszystkich warstwach i przełomach rozwoju twórczości społeczeństw starsze pokolenia walczyły z młodszymi o zasady, wątki i formy, które dla obu stron były zrozumiałe, ale nie dla obu słuszne i właściwe. Klasycy, powstając przeciwko romantykom, rozumieli ich poematy, nie godzili się tylko na ich treść i język. Co innego obecnie.
Utwory „nowej sztuki" są przeważnie dla wyznawców dawnej wiązankami barwnych wyrazów bez żadnego znaczenia i logicznego związku. Równie dobrze można je czytać z góry na dół i wprost, jak z dołu do góry i wstecz. A nie zachodzi tu bynajmniej różnica wiedzy lub chwytliwości umysłowej. Jeżeli nowator powiada: stare, tępe głowy mnie nie pojmują, ale ja sam siebie pojmuję wraz z gronem wybranych, które kiedyś się pomnoży, to ma rację i prawo do takiej mowy. Ale w obecnym wypadku tak nie jest. Sami bowiem kapłani nowej sztuki wyznają szczerze, że oni jasno nie zdają sobie sprawy ze swych natchnień, że to jest w ogóle niepotrzebne, a nawet szkodliwe. Ktoś opowiadał mi, że gdy pewnemu znakomitemu autorowi tej kategorii zwrócono uwagę na zupełną ciemność jakiegoś wyrażenia w dramacie, odrzekł zadowolony: „To dobrze, bardzo dobrze. A pokaż mi pan miejsce zrozumiałe, to je zmienię." Bezsens tedy i zawiłość nie są dziełem przypadku lub nieudolności, lecz świadomego zamiaru.




