Strona 1 z 8
„To on jeszcze żył?!" — zapytał może niejeden i niejedna z wypożyczających książki w czytelni. A wolno było ogółowi nie wiedzieć o tym, jeżeli prasa, czujnie i szybko chwytająca wszelkie nowiny, dowiedziała się o śmierci Kaczkowskiego — po pogrzebie. Na ten mrok, otaczający znakomitego pisarza w ostatnich latach jego życia, złożyło się wiele przyczyn.
Naprzód jego dawne i dalekie usunięcie się od kraju oraz rzadkie i nieliczne stosunki z rodakami, po wtóre przeniesienie punktu ciężkości swych działań z literatury w dziedzinę spekulacji finansowych, wreszcie nowe bogi powieściopisarstwa, które wygnały kult dawnych, nowe poglądy i zagadnienia, których stary szermierz ani odczuć, ani zrozumieć nie mógł. Stał on się dla swoich obcym fizycznie i duchowo, a jeżeli nawet czasem odezwał się o sprawach społecznych, jak w Tece Nieczui lub przysłał nowy utwór (Gra/ Rack, Abraham Kitaj, Olbrachtowi rycerze)4, nie sprawiał wrażenia, gdyż jego pomysły i wywody trąciły myszką, a jego środki artystyczne nie mogły się mierzyć z artyzmem koryfeuszów młodego pokolenia. Wyglądał on wtedy jak odpoczywający w ustroniu wiarus, który widząc przechodzące koło niego kolumny młodszych żołnierzy, zatrzymywał je, dawał im przestrogi i rady, a oni wysłuchawszy go z szacunkiem, pomaszerowali według innej komendy i walczyli według innej taktyki. Tego rodzaju pojawiania się i znikania w literaturze starych pisarzów są niby ukazywaniem się duchów na seance'ach spirytystycznych: sprawiają oni nieraz efekt, są przez pewien czas przedmiotem rozmów, ale na bieg życia nie wywierają wpływu. Kaczkowski nie mógł nawet podtrzymywać swego rozgłosu między ziomkami jako szczęśliwy spekulant, gdyż w świecie giełdy występował pod nazwą „Pomiana", a jego pseudonimowe powodzenie na tym polu tak było u nas nie znane, że teraz dopiero dowiedziano się o jego uczestnictwie w spłacaniu długu wojennego przez Francuzów Prusakom.